Archiwum: 'Rajdy: Relacje' Kategorie


MPPZ na motorowerach

Autor: admin o 7. wrzesień 2010

dsc06815Jeżeli ktoś kogoś mógł podejrzewać o to, że na Mistrzostwa Polski Pojazdów Zabytkowych przyjedzie motorowerem, to zapewne podejrzewałby nas. I słusznie.

Na starcie XXXVII Poznańskiego Rajdu Pojazdów Zabytkowych stawił się Wiktor na swojej zielonej Jawie 20 (1977 r.), Kurczak na głupim skuterze Suzuki RV50 (1975 r.) i nasz przedstawiciel na Austro-Węgry - Chromik na ZZR Komar 2 (1970 r.). Oprócz wyżej wymienionych w klasie motocykli wystartowały dwie załogi na Victoriach: Magdalena Pękala / Madzia Lipka i Adam Lipka / Grażynka Płoska.


Poznańskie rajdy miały dotąd opinię stosunkowo trudnych. Tym razem Automobilklub Wielkopolski postanowił na zakończenie sezonu zorganizować imprezę łatwiejszą, bardziej rekreacyjną. Niestety nie możemy powiedzieć zbyt wiele o samym rajdzie. W piątek 3km od startu pierwszą awarię zaliczył Komar. Potem były kolejne i to nie tylko Komara. Pewien krajowy koncern paliwowy z orłem w logo lansuje hasło “2 godziny jazdy - 20 minut przerwy” - w naszym wypadku było odwrotnie. Spóźniliśmy się na większość prób, więc nie mamy za bardzo o czym opowiadać.

W sobotę przeżyliśmy chwilę grozy. Victoria damskiej załogi przewróciła się na zakręcie. Wyglądało groźnie, ale skończyło się na strachu i lekkich potłuczeniach. W tym miejscu pochwały należą się organizatorom i obsłudze rajdu. Trzy samochody z pomocą zjawiły się w ciągu kilku minut od zdarzenia.

Pomimo problemów wszystkie jednoślady dotarły na metę na kołach i o własnych siłach.
Najlepszy z naszej bandy okazał się Chromik, a my wszyscy zostaliśmy wyróżnieni tytułem “Pechowca rajdu”.

Oczywiście zamiast pójść po rozum do głowy i zaniechać motorowerowych podbojów, my motocykliści, planujemy już kolejny sezon rajdowy.
Imprezę na pewno należy zaliczyć do udanych - dopisali zawodnicy, pogoda i doskonała atmosfera.

Galeria rajdowa.

Napisany w Newsy, Rajdy: Relacje | Comments Off

Śladami Ikara

Autor: admin o 6. wrzesień 2010

img_2481Nie, nie będzie o spadaniu, lecz o wytrwałym podróżowaniu śladami autobusów Ikarus, które z pewnych kręgach zyskały sobie przydomek taki, jak w tytule. W pierwszy weekend września, a dokładnie w nocy z 4 na 5 w Gdańsku zebrało się ponad 60 załóg, które wystartowały w II Rajdzie Ikarusa. Pełna nazwa nocnej imprezy brzmiała: II Nocny Rajd Pojazdów Zabytkowych i Youngtimerów Śladami Komunikacji Miejskiej w Trójmieście.

Impreza rozpoczęła przed budynkiem Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku. Zgodnie z nazwą nocnego zgromadzenia, na tamtejszym parkingu pojawiły się nie tylko rasowe oldtimery. Wyrozumiałość organizatorów była duża, bo do rajdu dopuszczono również samochody całkiem współczesne, na przykład z 1999 roku. Większość stanowiły jednak wozy, które lubimy najbardziej. Naszymi faworytami były Citroeny: CX oraz GS i Volvo PV444, uznawany przez niektórych za Warszawę coupe. W rajdzie wystartował również Jelcz 080, gromadząc kilkunastu pasażerów. Nie zabrakło oczywiście głównego bohatera - przegubowego Ikarusa.

Udało się nam przejechać cały rajd jako balast najstarszego wozu w rajdzie - Cadillaca z 1954 roku. Trasa miała blisko 100 km. Wiodła przez cały Gdańsk, głównie okolice przemysłowe. Zadania do wykonania na trasie w wiekszości związane były z komunikacja miejską, której fanem jest jeden z organiatorów rajdu. Na pętli autobusowej należało dopasować przezwiska do poszczególnych modeli autobusów, przypisać malowanie autobusów do polskich miast. Pewne kłopoty sprawiło określenie szerokości fragmentu torów kolejki wąskotorowej. Okazało się, że podpowiedź znalazła się w materiałach rajdowych. Była to wstążka o długości odpowiadającej rozstawowi szyn. Niektóre załogi, znające Trójmiasto jak własną kieszeń, potraktowały itinerer kreatywnie, skracając drogę na kilku odcinkach.

Powinniśmy właściwie napisać to na początku: II Rajd Ikarusa był w porządku. Długa nocna trasa i przewrotne pytania sprawiły, że dla niektórych załóg czas przejazdu wynoszący ponad trzy godziny to było za mało. Nie zabrakło też awarii po drodze. Jednej z nich uległ VW Golf I, ale na szczęście dotarł do mety o własnych siłach. Polecamy tę imprezę nie tylko mieszkańcom Trójmiasta i okolic.

Wyniki będą niebawem dostępne na stronie rajdu

Galeria fotografii

Napisany w Newsy, Rajdy: Relacje | Comments Off

Zlot w Wołominie

Autor: admin o 6. wrzesień 2010

p1110936Wołomiński Zlot Pojazdów Zabytkowych ma już swoją renomę, przynajmniej w pewnych kręgach. Jest duża grupa entuzjastów samochodów zabytkowych, którzy nie mogą się doczekać spotkania w mieście znanym w latach 90-tych z mafii. Komandor zlotu - Karol Boński wyszedł im na przeciw - tegoroczny zlot był dwudniowy. Impreza w Wołominie ma od lat tę samą koncepcję: uczestnicy spotykają się pod urzędem miasta, po czym jadą w kolumnie zwiedzać najciekawsze miejscowości w okolicy. Tym razem zlot odwiedził Jadów (gdzie miały być lody, ale pani “lodziarka” powiedziała, że sezon się skończył i nie zamierza już zarabiać pieniędzy), siedzibę firmy Oldtimer Centrum, Galerię ‘przy Fabryczce”, gdzie można było obejrzeć m. in.  wystawę “Silnik dwusuwowy w motoryzacji”,  Dębniki, Kamieńczyk oraz skansen w Kuligowie.

Na zlot przyjeżdżają przeróżne samochody, często takie, których próżno szukać na rajdach w Warszawie. Nas zainteresowały: Skoda Octavia kombi, WFM Osa, Żuk pick-up, Renault 4 pierwszej serii czy nadal nas zachwycający podróżniczy Garbus. Martwi nas natomiast duża ilość samochodów, które nie są zabytkowe. Z jednej strony fajnie, że ktoś interesuje się wozem poślednim i nijakim, jest zatem szansa, że ten egzemplarz dotrwa wieku naprawdę sędziwego. Z drugiej strony czasem jest wątpliwość czy dany wóz jest ze zlotu, czy przejeżdża tędy miejscowy rolnik.

Nasze zdjęcia ze zlotu

Relacja na zlomnik.pl

Napisany w Newsy, Rajdy: Relacje | Comments Off

Mokre krzyże

Autor: admin o 2. wrzesień 2010

sdc13367Częstochowa zawsze słynęła ze spotkań na skrzyżowaniach. Z jednej strony wjeżdżała Dacia, z drugiej Skoda 100, a z trzeciej Maluch. Niestety na ulicach spotkać można już tylko cudowny wytwór polskiej motoryzacji, tak więc na pierwszy plan coraz bardziej wysuwa się inny symbol Częstochowy, mający podobno jakiś związek z krzyżem. I to właśnie postanowił wykorzystać organizator.

Dnia pierwszego dostaliśmy do znalezienia oszałamiającą ilość zdjęć kapliczek. Przy takiej ilości nie było sposobu nauczenia się ich na pamięć, o ile nie było się co najmniej Albertem Einsteinem. W efekcie rajd przebiegał od krzyża do kapliczki, gdzie zawodnicy spotykali się na wspólnych dywagacjach: jest na zdjęciu czy też nie? Żeby nie było za łatwo trzeba było określić kolory budynków z podanej listy adresowej. Czytając kartę bez problemu można było ustalić płeć pilota. Jeśli pojawiał się tam kolor ekri, co do którego wciąż mamy wątpliwości czy jest bardziej czerwony, czy niebieski, to na pewno w załodze była kobieta.

Z przyczyn niezależnych od organizatora (chyba, że w grę wchodziło zbyt krótkie leżenie w okolicy krzyża) przez większą część rajdu padał deszcz sprawiający, że problemem nie tyle było znalezienie kapliczki, co ustalenie gdzie jest przód samochodu. O ile w Mercedesach ułatwia to gwiazda i pomimo ulewy można było coś dostrzec, to w Fiacie 500, którego miałem przyjemność pilotować, brak widoczności pogłębiał efekt zachuchania. Z podobnych powodów niezbyt wielu zawodników wystartowało do wyścigu na torze Wyrazów. Nielicznym autochtonom przyglądającym się zmaganiom dane jednak było oglądać kilka poślizgów w wykonaniu np. Citroena DS.

Suma sumarum rajd zaprzeczył obiegowej opinii, że w Częstochowie jedzie się od PKC do PKC i zapewnił zajęcie na całej trasie. Kilka razy musieliśmy się zastanowić co autor itinerera miał na myśli i przy którejś tam z rzędu kapliczce mieliśmy ich dosyć, ale była róża wiatrów opisana kierunkami świata i jazda na regularność. Bawiliśmy się przednie.

Myślą przewodnią naszego teamu Kobylańska/Paul był dowcip: Budzi się facet w szpitalu i lekarz mówi: mam dwie wiadomości dobrą i złą. Którą najpierw? … A ciąg dalszy to już mniej oficjalnie.

Zdjęcia z rajdu.

Napisany w Newsy, Rajdy: Relacje | Comments Off

Mistrzowie choinki

Autor: admin o 30. sierpień 2010

dscf0238Na kolejną imprezę z cyklu „Stare Jak Nowe” jechaliśmy z obawą czy tak samo jak rok temu rajd odbędzie się bez rajdu? Mimo zapewnień komandora imprezy Piotra Kostrzewy, iż tym razem będzie wszystko jak należy, to jednak strach był. Niemal taki sam jak u Stanisława Palucha, gdy brał węgiel z Węgorzewskiej (mimo, iż starał się mieć kwit). Na szczęście na starcie okazało się, że nie dość, że jest solidny itinerer to na dodatek na trasie znajduje się nasza ulubiona choinka.

Tym razem Stado Baranów pojawiło się pod postacią dwóch załóg: Jasia i Reni w Fordzie Escorcie II bez grilla (ten samochód mógłby bez charakteryzacji wystąpić w kolejnej wersji filmu „Samochód morderca”) oraz Danon i Bubu w Dafie 44 bez ładowania (serdecznie dziękujemy wszystkim załogom, które pożyczyły nam prąd na trasie). Jakie jeszcze przyjechały samochody? Różne: MG A, Mercedes 170V Ambulans, Ford Fiesta w czarnym macie, Polski Fiat 125p z 1968 roku, legendarny Volkswagen Garbus, który wraz z podróżnikiem Andrzejem Sochackim odwiedził cały świat, Fiat 518 Ardita, Volvo P1800, Opel GT, Wartburg 353 z kierowcą przebranym za Gargamela, Wołga GAZ 21, dwa Willysy i wiele innych.

Trasa rajdu przejeżdżała przez Wolę, gdzie odwiedziliśmy wyśmienite Muzeum Gazownictwa, Włochy, Ursus, a kończyła się próbami sportowo - zabawowymi na Fortach Bema. Itinerer był dosyć prosty, a drogi bardzo dobrze dobrane pod względem krajoznawczym. Na osiedlu domków jednorodzinnych na Grotach odbyła się choinka nawigacyjna. Bardzo nam się spodobała - była dokładna, a cyfry sprawdzające były porozwieszane w ciekawych (czyt. dziwnych) miejscach. Niestety tylko załogi Stada Baranów (Escort i DAF) bezbłędnie przejechały trasę choinki. Nie możemy wyjść z podziwu dlaczego te zadanie jest takie trudne dla innych. Zasady są wyjątkowo proste, a choinkę z tej imprezy jechało się wręcz jak po sznurku.

Oprócz trasy, muzeum, choinki podobały nam się próby zabawowe. Szczególnie zadnie z rozpoznawaniem marek samochodów z tureckich gum do żucia „Turbo”, zadania przy Nysie, a i test z historii motoryzacji nie był jakoś wybitnie trudny, a pytania ciekawe.
Kolejnym plusem był tak zwany poczęstunek, dla niektórych najważniejsza część rajdu. Tym razem zamiast kiełbasy, kaszanki lub grochówki można było zjeść pyszne, domowej roboty pierogi. A co najważniejsze, były również bez mięsne wersje pierogów, zatem wreszcie wegetarianie mieli okazję, po raz pierwszy od 1929 roku, zjeść coś na rajdzie.

Na koniec w kolumnie i asyście policji samochody przejechały na Nowy Świat, gdzie odbyła się wystawa i konkurs elegancji. Miejsce to gwarantuje dużą ilość oglądających zatem jest to idealna promocja ruchu weterańskiego. Przy okazji na Nowym Świecie wystawiło się Muzeum Motoryzacji w Otrębusach m.in. z idealnym Dodgem wyjętym pięć minut wcześniej z amerykańskiej szopy. Przechodnie mieli okazje zobaczyć z jakiego trupa są restaurowane niektóre pojazdy.

Reasumując III Rajd Stare Jak Nowe zaliczyć możemy do bardzo udanych. Nasze obawy się nie potwierdziły, a impreza zaskoczyła nas dobrą organizacją, fajnymi próbami i uwielbianą przez nas choinką.

Zdjęcia z rajdu

Wyniki wkrótce pojawią się na stronie organizatora.

Napisany w Newsy, Rajdy: Relacje | Comments Off